"Do pokarmu może dostać się tylko niewielka ilość składników „z zewnątrz”. Wyobraź sobie wielką wannę z hydromasażem, wypełnioną po brzegi. Do miski wrzucasz orzechy, truskawki, czosnek, curry, cytrusy, czekoladę, blendujesz, a później miażdżysz do poziomu pyłu. Bierzesz łyżeczkę  do herbaty i wrzucasz taką ilość mikstury do wanny. W takim mniej więcej rozcieńczeniu posiłki Mamy dostają się do produkowanego pokarmu.

Mleko prawie w całości tworzy się „od zera” przez komórki produkujące białe złoto– laktocyty. By do nich  dotrzeć z krwi, jedynie związki chemiczne niewielkich rozmiarów są w stanie pokonać barierę komórkową układu pokarmowego.Nie jest tak, że zjadasz czekoladę, burgera, młodą kapustę i dziecko w stosunku 1:1 też je spożywa. To bardzo daleko idące uproszczenie, niektóre składniki po rozłożeniu w układzie pokarmowym– mogą, ale wcale nie muszą pojawić się w mleku kobiecym. Nie wiadomo w jakim dokładnie stężeniu akurat wystąpią (zależy od całego posiłku)co więcej nie jest również powiedziane, że jeśli się pojawią, to wywołają jakieś objawy u malca. Przenikają niektóre aromaty, smaki, tłuszcze, cukry i pojedyncze białka, te ostatnie mogą wywoływać alergię u dzieci".